Przypowieść o tramwajarzu

Raz był pewien młody tramwajarz z głową pełną marzeń, pomysłów i ambicji. Zapragnął być najlepszym tramwajarzem w mieście. Po pracy godzinami jeździł tramwajem jako anonimowy pasażer, jako jeden z nas. Myślał jakby tu ulepszyć życie ludzi, których codziennie wozi. Pewnego poranka,  gdy jechał jako jeden z nas dostał olśnienia:

Już wiem co muszę zrobić!– a raczej czego nie robić……

Poczynił słuszną obserwację, że ludzie – gatunek wiecznie gdzieś się śpieszący – bardzo się wkurzają gdy tramwaj staje na przystankach na których nikt nie wsiada i nie wysiada.

Co za olbrzymia strata czasu! Już nigdy więcej nie zatrzymam się tu. Wieść się rozejdzie po mieście i wszyscy będą chcieli jeździć moim tramwajem. Dostanę najdłuższy tramwaj, żeby ich wszystkich wozić”. – tak jak pomyślał tak zrobił.

Nowy system sprawdzał się przez pierwszych parę tygodni. Ludzie byli naprawdę zadowoleni. Jednak pod tą sielanką, obok życia szczęśliwych pasażerów rozegrała się prawdziwa tragedia.

Kobieta uciekała przed grupą podpitych agresywnych mężczyzn. Chciała znaleźć swój bezpieczny azyl w tramwaju, który za chwilę miał tu stanąć. Niestety nie stanął i rozpędzony pojechał dalej… Grupa mężczyzn dopadła kobietę, brutalnie ją zgwałcili i pobili, potem odeszli zostawiając nagą na zimnym chodniku. W koło było pełno krwi i spermy.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.