Więzienie na statku kosmicznym

Na statku kosmicznym było też więzienie. Nie każdy kto żył w tej idealnej społeczności potrafił podporządkować się zasadom. Byli i tacy, których trzeba było usuwać. Kapłani na stałe usuwali nieprzystosowane byty ze społeczeństwa. Nieważne z której kasty pochodzili. Zawsze kończyli w jednakowy sposób. Mongolski Chemik miał dużo pracy, żeby opracować coś, co jest jednocześnie piekłem i niebem, bo czymże jest piekło bez snów o niebie? Taka też musiała być kara – całkowite zredukowanie osobowości do dwubiegunowego stanu. Na jednym biegunie szczęście i przyjemność, a na drugim nieskończona rozpacz. To, w jakim stanie dokona się żywota, było często podyktowane przypadkiem.

Ktoś, kto złamał kosmiczne prawo, z pozoru, wbrew zdrowemu rozsądkowi doświadczał najwyższego szczęścia. Cała dusza, każda komórka ciała była wypełniana olbrzymią radością i rozkoszą. Do żył skazańca była wpompowywana najlepsza syntetyczna heroina. Przez kilka dni skazaniec żył w najlepszym ze wszystkich możliwych światów. Potem, następował dramatyczny zwrot akcji. Z błogiego stanu budził się zamknięty wraz z innymi w małej klatce na dziedzińcu. W klatce nie mogli się nawet wyprostować.

Czuli olbrzymi głód i tęsknotę ze niebem. Zewsząd zwisały strzykawki z syntetyczną heroiną do których nie mogli sięgnąć. Zwisały też piły i tasaki. Zdesperowani więźniowie wystawiali nogi i ręce za kraty prosząc o zerwanie strzykawki i wstrzyknięcie im choćby najmniejszej odrobiny szczęścia. Przechodnie czasem się litowali i wstrzykiwali coś im w żyły, jednak przede wszystkim ujawniali swoje rzeźnicze skłonności i odcinali im te kończyny przy pomocy dostępnych narzędzi. Umierało się pięknie od złotego strzału lub bezsensownie wykrwawiało. Syntetyczna heroina stawała się ostatnim sensem i celem w życiu.

Murti-Bing przemierzył wiele czasów i przestrzeni. Był we wszystkich miejscach i czasach określonych przez kartezjański układ współrzędnych, poszerzył go o wymiary urojone i liczby ponadskończone. Spotkał się twarzą w twarz z samym kontinuum. Wszędzie było to samo. Okrucieństwo i niechybna śmierć. Jedynie chemiczni kapłani starali się złagodzić odwieczne bóle egzystencjonalne odrobiną chemicznej litości. Kap, kap, litość skapywała z wyschniętego wodospadu. Kap, kap nielicznym kropla spadła na język. Kap, kap patrzcie ile się marnuje przez tę gonitwę i przepychanie. Kap, kap po co czekać? Mongolski Chemik już kondensuje kropelki w laboratorium. Kap, kap, syntetyk robi to, czego nie zrobiła matka natura. Syntetyk przejmuje rolę matki natury. On jest teraz nowym rodzicem. Poproście go o szczęście. Szczęście mieszka teraz w laboratorium.

4 thoughts on “Więzienie na statku kosmicznym”

  1. gratuluję tekstu. porąbany jak właściciel. taki dualizm korpuskularno-falowy. i dokładnie właśnie tak. geniusz i pojeb w jednym.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *