W oparach eteru: podróże do innych wymiarów

Ach, szatański eter. Robi z ciebie wiejskiego pijaka z jakiejś starej irlandzkiej powieści. Całkowita utrata podstawowych zdolności ruchowych. Zaburzenia wzroku, utrata równowagi, odrętwiały język. Mózg miota się przerażony, nie mogąc nawiązać połączenia z rdzeniem kręgowym. Ciekawa rzecz, bo możesz zobaczyć, jak zachowujesz się w ten koszmarny sposób, a nie możesz nad tym zapanować. Zbliżasz się do wejścia i wiesz, że gdy się tam znajdziesz, będziesz musiał dać facetowi dwa dolary, albo cię nie wpuści. Ale gdy się tam znajdujesz, wszystko szlag trafia. Jakiś wściekły służbista popycha cię, a ty myślisz „Co tu się dzieje? O co chodzi?” I słyszysz siebie, jak mamrocesz „Pies jebał papieża, nie moja wina.”

Hunter Thompson

Eter dietylowy to związek chemiczny, który stosuje się w  celach przemysłowych oraz w medycynie dla wywołania znieczulenia ogólnego. Jest osobliwie interesujący z tego powodu, że pomysłowy człowiek również rozpoznał w eterze klucz do wywołania euforii i potężnej zmiany percepcji. Jest to jeden z inhalantów, którego nadmiarowe używanie określa się jako eteromanię.

Hipnotyczne i nasenne właściwości substancji zostały odnotowane jeszcze w XVI wieku przez Paracelsusa, ale historia szerokiego używania eteru sięga korzeniami drugiej połowy XIX wieku: eter w tych czasach zażywały najróżniejsze społeczne warstwy: dzieci, robotnicy, działacze kultury. Eter był także składową “leku” dla kobiet “Hoffmannstropfen” (Krople Hoffmanna), który rzekomo miał pomagać na histerie i omdlenia, ale w gruncie rzeczy był damską alternatywą dla alkoholu – kobiety często urządzały eterowe imprezy. Eter był sprzedawany w sklepach i barach. Zażywany też był w czasie zakazu alkoholu jak jego legalny substytut.

Substancja ta ma tradycję zażywania w Polsce – była bardzo popularna na Dolnym Śląsku, więcej o eteromanii na terenie Polski można przeczytać na Wikipedii.

Psychonauci do teraz prowadzą eksperymenty z eterem. Ktoś opisuje efekty eteru jak coś między stanem wywołanym alkoholem a podtlenkiem azotu, ktoś – jak stan opijanienia, ale z zachowaniem “trzeźwej głowy”, ktoś donosi o silnych psychodelicznych właściwościach tej substancji. Niemniej większość zgadza się co do garści efektów: silnej euforii, hipnotycznych stanów, odrealnienia, złudzeń, halucynacji oraz powracających wizji i uczucia déjà vu. Poniżej jest kilka wybranych fragmentów raportów użytkowników (pożyczone z erowida):

…fluorescencyjne oświetlenie kuchni wraz z łagodnym szumem kaloryfera sprowadzały moje zmysły do spustoszenia. Nie mogłem usłyszeć niczego innego poza grzmotem grzejnika, a moje oczy rejestrowały zmieniające się stroboskopowe światła gdzieś na zewnątrz. Robiło się prawie nieznośnie, ale odwróciłem się i spojrzałem na telewizor. To była jedyna rzecz w pokoju wystarczająco podświetlona, żeby wyłaniać się na tle otoczenia. Niedługo wszystkie obiekty w pokoju roztopiły się w sześciokątne kształty i zaczęły powoli obracać dookoła mnie. Potem rozluźniłem wzrok i zrozumiałem, że mogę skupiać go na obiektach, zamieniłem wzrok na szeroki ekran. W tamtym momencie byłem tak zdumiony tym, co widziałem, że obróciłem się i spróbowałem powiedzieć przyjacielowi o swoim doświadczeniu, ale nie mogłem znaleźć słów..

***

Jedyny sposób, w jaki mogę opisać te tripy, to to, że były one cykliczne. Wszystko wydawało się być znajomym, tak, niby to już zdarzało się wcześniej. Prawie jak ciągły stan déjà vu. Czasem wydawało mi się, że rozumiem to. Ale na haju nie mogłem tego opisać, a jak wytrzeźwiałem, to już nie wiedziałem co to było.

***

Jak odlatywałem zaczęłem wchodzić do inego świata, świata ponad słowami. Czas spowalniał, aż w końcu wszystko wyświetlało się jakby w 3 klatkach na sekundę. Życie leciało jak na komputerze 386. Po tym, tuż zanim straciłem przytomność, przestałem wąchać. Wszedłem do – jak to nazywam – E hole (podobnie jak K hole). To było miejsce w którym transcendowałem czas i wszedłem do stanu nie do opisania. Trafiałem do jakiegoś miejsca, jakiegoś magicznego miejsca, i za każdym razem jak eter schodził, powracałem i O BOŻE… czyżbym widział… WOW!!!

 

Efekty eteru utrzymują się relatywnie krótko – kilkanaście minut. Dość szybko się trzeźwieje, po tripie zostaje silny nieprzyjemny zapach eteru.

Toksyczność i ryzyka związane z zażywaniem

Eter jest łatwopalną substancją, w związku z tym warto trzymać się pewnych reguł bezpieczeństwa mając do czynienia z tą substancją (np. trzymać z dala od źródeł ognia).

Sugeruje się, że toksyczność eteru jest mniejsza niż innych inhalantów. W raporcie OSHO (Occupational Safety and Health Administration) zaznacza się, że eter nie wpłynął negatywnie na nerki, krew bądź wagę ciała u szczurów po 30 dniach regularnego podawania substancji substancji. Odnotowano jednak zmniejszenie wagi wątroby w stosunku do masy ciała. Długie stosowanie u ludzi może wywołać czasowe uszkodzenie nabłonka przedniego rogówki. Brak badań sprawdzających z jakimi dokładnie uszkodzeniami wiąże się długotrwałe stosowanie eteru. Do możliwych toksycznych oddziaływań eteru może należeć uszkodzenie wątroby.

Istnieją doniesienia o problemowym używaniu i uzależnieniu od eteru.

 

Źródła:

http://broughttolife.sciencemuseum.org.uk/broughttolife/techniques/ether

https://erowid.org/chemicals/ether/ether.shtml

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *