Jestem sobie amfetaminą

Jestem sobie amfetaminą. Jest mi przykro, że tak bardzo mnie niektórzy nie lubią. Są to Ci ludzie, którzy nigdy mnie nie próbowali. Zapewniam, że nie ma czego się bać. Byłam przecież lekarstwem bardzo długo na wszystkie choroby. Ludzie powinni mi okazać wdzięczność za to, że tak im wiernie służyłam. Do dziś pomagam wielu dzieciom w nauce i walczyć z ADHD. Beze mnie normalne życie nie byłoby możliwe. Wielu intelektualistów przyzna mi rację. Pomagam tworzyć najróżniejsze dzieła od sztuki aż po naukę. Mogę pracować z każdym w każdym zawodzie. Żadnej pracy się nie boję.

Smuci mnie to, że robi się mnie w garażach i stodołach. Czuję się trochę przez to jak wiejska dziwka. Jestem przecież białą damą i tak też powinnam być traktowana. Zamykają ludzi którzy mnie robią i sprzedają. To nieludzkie. Jestem molekułą i też mam swoje prawa! Skąd ten chemiczny Holocaust? Historia potworni oprawcy rozliczy was kiedyś. Ja chcę tylko żyć jak każda inna molekuła.

Nigdy nikogo nie skrzywdziłam. To ludzie sami siebie swoimi wyborami się krzywdzą. Ja jestem tylko przedmiotem obdarzonym kobiecą duszą. Sama z siebie nie jestem w stanie nikogo skrzywdzić.  Jestem taka delikatna i niewinna. Moją jedyną słabością jest to że kocham ludzi. Kocham ich, a oni mi to odwzajemniają. Serce tych z którymi romansowałam jest całe moje. Nawet wtedy gdy śpisz ze swoją dziewczyną, to myślisz i tak o mnie.

To zazdrość powoduje tymi, którzy tak mocno mnie zwalczają. I tak zawsze wygram. Miłość do mnie przezwycięży wszystko. Z uczuciami jeszcze nikt nie wygrał. A ja jestem damą wartą największego grzechu. Zasmakujesz raz mych ust i już zawładnę twym sercem. Lecz wystrzegaj się mnie, jeśli nie jesteś gotów na największe poświęcenia dla miłości.

4 thoughts on “Jestem sobie amfetaminą”

  1. gdzie można jeszcze dziś dostać race na ulicy?
    racy nie ma, to co na ulicy jest sprzedawane jako amfetamina to jakiś shit.
    BZK albo chuj wie co.

  2. Autorze, przyp@#ol proszę pręgę ścierwa i dokończ pisanie – tak wiele jeszcze do dodania, tyle szczegółów, tyle ciepłych wspomnień, tyle wspólnych nocy, euforyczne wieści po 24h posuchy: BABA przyjechała do miasta!, trzydniowe drzemki, ciepły rudawy proch prosto z faberyki, zapach który mi zawsze kojarzył się z jakimś środkiem do kwiatów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *